|
|
„Atrakcje” w bawialni dla dzieci w IKEI
Autor: Adamus (IP zarejestrowane) [ ]
Data: 10 wrz 2007 - 08:57:28
Poniższa historie są w 100% autentyczne. Nie są to współczesne odmiany czarnej wołgi ale rzeczywistość w której żyjemy.
Gdybym usłyszał to z „trzeciej reki” uznałbym to za pic na wodę, ale źródło informacji jest bardzo wiarygodne.
Nie wiem, dlaczego nikt o tym nie informuje mediów. Być może dzięki sprawnemu PR IKEI.
Może ktos coś wie więcej na ten temat (zwłaszcza odnośnie historii nr 2)?
Historia nr 1 (dość stara)
Rodzice zostawili dwoje dzieci w „bawialni”. Po dziecko zgłosil się do odbioru „opiekun”, który mowił do niego po imieniu i w ogóle cacy. Personel bez problemu chcial wydac dziecko opiekunowi. Szczęśliwie było z tym dzieckiem starsze rodzeństwo, które zrobiło dym i opiekun się ulotnił.
Historia nr 2 (bardzo świeża – około miesiąca).
Tu będzie hardcore. Rodzice poszli na zakupy do IKEI na Targówku i zostawili dziecko w „bawialni”. Gdy wrócili po zakupach, aby odebrać dziecko – dziecka nie ma. Zniknęło jak eter z probówki. Po dwóch dniach zostało odstawione pod dom z karteczką, na której stało, że dziecko nie ma już jednej nerki.
Ktoś może zapytac – jak to możliwe? Przeciez tam sa kamery, spisywanie z dowodów i cuda na kiju. W przypadku pierwszej historii, kiedy rodzice zrobili dym ochronie i personelowi IKEA, okazało się, że kamery są tak ustawione, że widać na nich tylko twarze...personelu a nie osób, które odbierają dzieci.
Co do spisywania z dowodów i innych pierdół – wystarczy zobaczyc co dzieje się w weekend w takiej bawialni. Jest to logistycznie nie do opanowania i nadzór personelu jest totalną fikcją.
To tyle na miły początek tygodnia.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Wolska jest najważniejsza"
|